Wydarzenia > 

Licealiści: studniówka ma być jak ślub. Piętrowy tort, luksusowy hotel, wodzirej

Alicja Bobrowicz

2012-11-18

Przyszłoroczni maturzyści planują właśnie studniówki. Sala gimnastyczna w szkole rzadko ich zadowala

Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta

Studniówka "Unii"
+ zobacz powiększenie

- Studniówka w szkole? A gdzie tam - śmieje się Wiesław Włodarski, dyrektor warszawskiego Liceum im. Ruy Barbossy. W ubiegłym roku rodzice zadecydowali, że po raz pierwszy od dawna zorganizują zabawę w sali gimnastycznej. Uczniowie pisali protesty, przekonywali i postawili na swoim. Bawili się w sali... Pałacu Prymasowskiego na Starówce. W tym roku nikt już nie próbuje odwracać mody. Szkoła będzie się bawić w Sheratonie (350 zł uczeń, 230 zł osoba towarzysząca).

Tort wjeżdża na salę o połnocy

Ma być na bogato, w wynajętej restauracji, najlepiej w dworku lub hotelu. Cały styczeń zabukowany ma już Hotel Windsor w Jachrance. Tu urządzi studniówkę m.in. stołeczne Liceum im. Czarnieckiego (330 zł uczeń, 200 zł partner). Liceum im. Reytana wybrało Salę Marmurową w Pałacu Kultury (400 zł uczeń, 250 zł partner), lubelskie LO I restaurację Etiuda (380 zł uczeń, 520 zł para), a Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 1 z Jeleniej Góry pojedzie do Hotelu Gołębiewski w Karpaczu (250 zł, 90 partner).

Jak słyszymy w hotelu w Jachrance, menu i oprawa studniówki przypominają te z wesel. Choć są trochę skromniejsze. - Zabawa trwa krócej, więc podajemy mniej ciepłych dań - mówią w dziale marketingu. Niemal w każdym jadłospisie widnieje rosół lub żurek, kilka rodzajów mięs do wyboru, przekąski zimne i ciepłe. Standardem staje się też kilkupoziomowy tort, który "wjeżdża" na salę o północy. Niektóre restauracje kuszą fontanną z czekolady. Do tego obowiązkowo obsługa kelnerska i lampka szampana na początek.

Uczniowie się buntują, rodzice liczą

Szkoły bawiące się w salach gimnastycznych to mniejszość. - Od zawsze bawimy się u siebie - mówi Bogdan Mackiel, dyrektor stołecznego Liceum im. Górskiego. Dlaczego? - Jest nawet dwukrotnie taniej i bezpieczniej. Przed nimi jeszcze wiele balów w restauracjach, a bal w szkole zdarza się raz w życiu - dodaje. Szkoła co roku wymyśla motyw przewodni studniówki, który do ostatniej chwili trzymany jest w tajemnicy. W ubiegłym roku urządzili "Wiejskie wesele" (wcześniej były m.in. "Kasyno" i "Starożytność"). Na sali stanęła m.in. krowa z papieru w skali 1:1, wypożyczony z Polskiego Związku Jeździeckiego model konia, koła do traktora. - Uczniowie czasem się buntują. Ale kiedy rodzice porównają oferty i podliczą koszta, nie mają wątpliwości, co wybrać - mówi dyrektor.

Co robi wodzirej

- Przaśne zabawy ze znikającymi krzesełkami czy tańce z balonikiem odpadają - zaznacza Patryk Sławiński, założyciel Wodzirej Collective. Przyznaje, że zainteresowanie wodzirejami na studniówkach bardzo się nasiliło. Przybywa firm specjalizujących się w pełnej obsłudze balów maturalnych, oferujących nie tylko wodzireja, ale też DJ-a i oświetlenie. Dawid Modrzejewski, z Projektu Wodzirej z Lublina zastrzega, że poza stolicą taka moda się dopiero rodzi. - Ludziom ciągle kojarzymy się z filmowym wodzirejem wykreowanym przez Jerzego Stuhra - mówi.

Co mają w repertuarze? Głównie proste układy taneczne, które wszyscy powtarzają (do hitów jak "Ai se tu pego" czy "Waka Waka", w tym roku przygotowują też "Gangam style"). Są też konkursy taneczne, np. nauczyciele kontra uczniowie. Dodatkowym bonusem jest taniec świetlisty, czyli tańczenie w parach ze świeczkami na moment przed podaniem tortu.

- Najczęściej goszczę na studniówkach w restauracjach, choć pamiętam szkołę, która została na sali gimnastycznej, ale z wystrojem w stylu Titanica - mówi Radek Florczak, wodzirej z Warszawy.

Partner na studniówkę z ogłoszenia

Z ogłoszenia: "Studniówka 2013 coraz bliżej, a Ty nadal nie masz, z kim pójść? Rozrywkowy student UMK chętnie dotrzyma towarzystwa. Eleganckie imprezy to mój żywioł, czuję się na nich jak ryba w wodzie! I, co ważne, potrafię zarówno bawić się bez alkoholu, jak również dotrzymać towarzystwa w piciu".

Mateusz: - Dopiero się rozkręcam, jako partner studniówkowy. Dałem ogłoszenie drugi raz. Pomysł podpowiedział mi kolega, który sam towarzyszył na studniówce. Czemu nie? Dobra zabawa za darmo, coś innego niż zwykły weekendowy clubbing i można się odmłodzić (jestem na IV roku). Nie chciałem za to zapłaty (niektórzy tak robią).

Na razie przyszło kilka maili z pytaniami od dziewczyn, ale chyba tylko sondują temat, bo z żadną się jeszcze nie umówiłem. Co ciekawe, by do mnie napisać, pozakładały sobie nowe skrzynki (w adresach "studniówka"). Może się wstydzą?

Za pierwszym razem dostałem maila od laski. Miała iść z kimś innym, ale się pokłócili. Zapłaciła już za osobę towarzyszącą i nie chciała zmarnować tej kasy. Wszystko odbyło się w tempie ekspresowym. Napisała w czwartek, spotkaliśmy się w piątek, a w sobotę poszliśmy na studniówkę. Od razu złapaliśmy wspólny język. Dziewczyna była otwarta i kontaktowa. Z wyglądu przeciętna: żadna piękność, ale też nie straszyła. Ważne było dla niej, jak się ubiorę.

Długo dyskutowaliśmy, czy moja koszula ma być biała czy czarna. W końcu zgodziła się na klasykę: biała koszula i czarny krawat. Ustaliliśmy też przykrywkę. Głupio było powiedzieć, że znamy się z internetu. Mówiliśmy, że poznaliśmy się na domówce u wspólnych znajomych. Nie udawaliśmy pary.

Trochę się stresowałem, wiadomo. Ale wyszło elegancko. Bawiliśmy się do piątej rano. Na parkiecie sobie radzę, choć nietrudno przebić licealistów. Nie są królami parkietu.

Nic się nie zmieniło w kwestii alkoholu - wieczne kombinowanie, jak go wnieść. Tu akurat ukrywali butelki w krzakach pod lokalem, wychodziło się popijać. A potem, jak ochroniarze stracili czujność, dziewczyny wnosiły w torebkach i dolewały do soku.

Chyba się sprawdziłem jako osoba towarzysząca. Moja partnerka przesłała mi kilka zdjęć na pamiątkę i maila z podziękowaniami.

Udostępnij link: Facebook